Malfoy patrzył na mnie zdziwiony. Zamknęłam drzwi
i tackę, którą niosła, odstawiłam na etażerkę.
Troskliwie popatrzyłam na blondyna, który ciągle przyglądał
się mi:
-Jak się czujesz? - delikatnie przysiadłam się obok
niego.
-Słabo... Co się stało? Jak się tutaj znalazłem?
-Coś cię zaatakowało. - wzięłam jego ranne
przedramię i powoli zaczęłam zdejmować bandaż, mówiłam
dalej – Kiedy znalazłam cię, leżałeś nieprzytomny. Straciłeś
znaczną ilość krwi i póki co nie możesz się wysilać.
Przypuszczam, że zostałeś ofiarą tego wampira... -
ostatnie słowo powiedziałam pokazując cudzysłów, dodałam
– Niedawno wróciłam stamtąd. Ministerstwo bada już ślady.
Zużyty bandaż rzuciłam byle jak na tackę i
przyjrzałam się ranie. Ona jest dość szeroka, podłużna. W
niektórych miejscach wygląda jak poparzenie, ale dobrze
widoczne są dwa ślady... Okrągłe wgłębienia były z całą
pewnością śladami po ugryzieniu. Niepewnie, delikatnie obuszkiem
palca dotknęłam rany. Chłopak drgnął. Spojrzałam na niego,
ciągle wpatrywał się we mnie. Chwyciłam gazę i szklaną
buteleczkę ze stolika. Po raz kolejny powąchałam płyn w butelce i
lekko skrzywiłam się, namoczyłam gazę. Butelka wróciła na
swoje miejsce:
-Na pewno będzie boleć... - rzuciłam, a blondyn
zaczął:
-Tylko tak... - szybko przyłożyłam lek na całą
ranę. Malfoy odruchowo chciał zabrać swoją rękę, zacisnął
pięści. Po chwili zdjęłam gazę, która zabarwiła się na
ciemnoczerwono i miejscami na czarno. Obrzeża rany były już
delikatnie czerwone.
-Będziesz musiał znosić to jeszcze przez jakiś czas,
aż nie oczyszczę ranę do końca.
-Pewnie... Dzięki za wszystko.
-Nie ma za co. – teraz zakładam bandaż na jego
przedramię. Kiedy skończyłam, wzięłam tackę i rzuciłam –
Masz jakieś życzenia co do kolacji?
-Żadnych – uśmiechnął się do mnie.
-To za chwilę przyniosę kolację – zostawiłam
otwarte drzwi i zeszłam schodami na parter. Tackę postawiłam na
blat szafki kuchennej i wzięłam się za kolacje.
Po przygotowaniu omletu i tostów z pastą
pomidorową, ruszyłam na piętro do pokoju gdzie leżał Draco.
Ucieszyłam się, kiedy powiedział, że kolacja mu smakowała.
Minęły dwa dni. Mój gość czuł się o
wiele lepiej. Rana blondyna wyglądał już lepiej. Rok szkolny
zaczyna się w następnym tygodniu, a ja jeszcze wszystkiego nie
kupiłam. Razem wybraliśmy się na Pokątną.
Staliśmy przed sklepem z różdżkami
Ollivandera. Przypatrywałam się staremu szyldowi i zamyśliłam
się, ocknęłam się słysząc pytanie Malfoya:
-Dlaczego musisz zajść tutaj?
-Coś sprawdzić. – rzuciłam i dodałam patrząc na
chłopaka – Nie musisz wszędzie ze mną chodzić...
-Wolę mieć na ciebie oko – odparł żartobliwie, co
wywołało uśmiech na mojej twarzy. Weszliśmy do sklepu.
Pomieszczenie przytłaczało ilością pudełek na różdżki.
Rozglądałam się wokoło kilka razy, w końcu zjawił się starszy
pan. Szczupły staruszek stanął za ladą i zmierzył mnie wzrokiem,
a następnie Dracona:
-Pan Malfoy... Kiedyś 10 cali, głóg,
odpowiednio giętka... Rdzeniem był włos z ogona jednorożca... -
blondyn kiwnął głową – Mógłbym zerknąć na obecną
pana różdżkę?
Chłopak sięgnął do tylnej kieszeni spodni i
wyciągnął różdżkę. Podał ją Ollivanderowi, a on zaczął
spoglądać na nią pod różnym kątem. Zaciekawiona wyjrzałam
zza blondyna i wtedy staruszek rzucił:
-11 i ¾ cala, orzech biały i włos z ogona
testrela... Dość giętka. Jeśli wytrwa pan w swoich przekonaniach
to będzie wspaniałym kompanem – oddał ją dla Draco i spojrzał
na mnie. Wpatrywał się w moje oczy, spuściłam wzrok. Mężczyzna
zaśmiał się i dodał – Panienkę widzę pierwszy raz. W jakim
celu przychodzisz do mnie?
Powoli wyciągnęłam różdżkę z lewego rękawa
bluzy i podałam ją dla Ollivandera.
-Chce dowiedzieć się jak najwięcej o różdżce...
Dłonie starszego pana zadrżały. Czułam
niepewność... Mężczyzna delikatnie ujął różdżkę w
swoje palce i zaczął przyglądać się jej. Kilkakrotnie obrócił
ją w każdą możliwą stronę. Całe obserwacje zajęły mu kilka
minut, w końcu oddał mi różdżkę i zaczął:
-Niesamowite! Nigdy nie spotkałem się z taką precyzją
wykonania. Widać, że różdżka jest bardzo stara. Zapewne
przekazywana z pokolenia na pokolenie... - szybko pokiwałam głową,
chociaż to nie była prawda – Do tego ta różnorodność...
- dłuższą chwilę milczał. Czułam narastające we mnie napięcie.
Draco patrzył na mnie, a Ollivander gdzieś w przestrzeń ku górze.
Raptem spojrzał na mnie i w tym momencie zaczął mówić
dalej – Jak pani nazywa się?
-Elen Scarlet.
-Z całą pewnością ta różdżka nie powstała
na wyspach... Nie mogę nadziwić się, jak dla tego wytwórcy
udało się połączyć pięć rodzajów drewna z dwoma
rdzeniami... Bardzo dziwi mnie duża sztywność różdżki,
ale to można wytłumaczyć tylko w jeden sposób... - patrzył
znowu w milczeniu na mnie – Ale to mało istotne.
-Jak bardzo ta różdżka jest zróżnicowana?
-Głównym materiałami wykonania są cedr i grab.
Zdawałoby się, że jabłoń, leszczyna i wiśnia zostały
wykorzystane tylko do elementów dekoracyjnych, ale tak
naprawdę ich ilość jest większa. Pani różdżka jest dość
ciężka, możliwe że została wykorzystana naprawdę trudna
techniką prasowania... Podwójny rdzeń jest
intrygujący, a jest to włos z głowy wili oraz krew. Pierwszy raz
spotykam się z krwią, ale słyszałem o wykorzystywaniu krwi
wampirów... 13 cali.
Nikt z nas nie odzywał się, zaczęłam analizować to
co powiedział wytwórca różdżek. Schowałam swoją
różdżkę, a mężczyzna dodał:
-Naprawdę niesamowite... Posiada pani duży potencjał.
Miesiąc temu także przyszła tu czarodziejka z niezwykłą różdżką.
-Także pytała o różdżkę?
-Tak... Paskudny miała charakter.
-Dziękuje za pomoc panie Ollivanderze. Do widzenia. -
rzuciłam i wyszłam z Draco na ulice.
Przeszliśmy kawałek chodnikiem milcząc. Co jakiś
czas spoglądałam na blondyna. Jego postać była interesująca, tak
jak niektórych magów, których już spotkałam...
W zależności od otoczenia jego ostre rysy twarzy zmieniały się,
podobnie jak chłód w jego srebrzystobłękitnych oczach. Na
jego ustach malował się uśmiech:
-Możesz przestać próbować wejść w mój
umysł? - spojrzał na mnie, a ja speszyłam się i szybko odparłam:
-Przypadek... Nie zawsze kontroluje tego.
Akurat przechodziliśmy obok sklepu z szatami. Długa
nazwa sklepu wymusiła ogromny szyld. Zatrzymałam się i zaczęłam
analizować listę zakupów. W końcu trafiłam na szaty,
ciężko westchnęłam i rzuciłam sama do siebie:
-Mhym... Będzie ciekawie.
Po niecałych trzech godzinach w końcu wyszłam ze
sklepu Madame Malkin. Kobieta ciężko napracowała się, aż w końcu
wybrałam wszystkie szaty. Pytała mnie o poprzednią szkołę i
dlaczego spośród Domów Hogwartu wybrałam Slytherin.
Kiedy znowu szłam ulicą z Draco, zastanawiałam się dlaczego jest
taki milczący. Minęliśmy już księgarnie, nagle odezwał się:
-Masz już wszystkie książki?
Pokręciłam głową i wróciliśmy się do
wejścia do księgarni.
Po zakupach, po raz kolejny, wysłałam je do domu.
Jeszcze na chwilkę chciałam rozejrzeć się za innymi książkami.
Rozglądałam się po księgarni, nawet nie wiem kiedy odłączyłam
się od Malfoya. Powoli kierowałam się w stronę wyjścia, kiedy
niedaleko schodów na piętro zauważyłam blondyna. Zauważył
mnie, wsadził ręce do kieszeni i uśmiechnął się, pewnie posiada
grano fanek w szkole. Będzie ciekawie... Obok niego zatrzymał się
szatyn z rudowłosą dziewczyną. Zaciekawiły mnie obie postacie...
Zorientowałam się, że o tej dziewczynie wspominała Fleur. No
tak... To była Ginny, siostra Billa. Nagle blondyn zawołał mnie:
-Idziesz w końcu Elen? - ruszyłam w ich stronę. Draco
nadal rozmawiał z szatynem, ale Weasley nie była zadowolona
rozmową. Kiedy już zatrzymałam się obok rozmawiających
spojrzałam na szatyna. Lekko uśmiechnęłam się do niego:
-Jesteś nowa? - kiwnęłam głową, on wyciągną do
mnie rękę i dodał – Harry.
-Elen. Przeniosłam się z Beauxbatons-
podałam mu dłoń. Jest naprawdę przyjazny wobec wszystkich.
-Malfoy, co z twoim przedramieniem? - zaczęła
rudowłosa i dodała ironicznie – Znowu robisz z siebie ofiarę?
-Myśl sobie co chcesz... - odparł blondyn, a Potter
przerwał mu.
-Zastanawia mnie dlaczego Prorok Codzienny nie
pisze wprost kto został zaatakowany, bo ich śledztwo, póki
co, jest bezskuteczne.
-Pewnie chcesz jakoś im pomóc...
-Nie, nie dotyczy to mnie.
-Ciekawe czy szkoła będzie jakoś chroniona...
-Przecież będzie Harry – rzucił blondyn i, razem z
szatynem, śmiał się, a Ginny zignorowała to. Nagle Malfoy umilkł.
Spojrzałam gdzie spoglądał niebieskooki. Przy drzwiach stał, już
starszy, mężczyzna, który przypominał Draco. Spojrzałam w
oczy blondyna. Ma bardzo chłodne spojrzenie, na jego czole
zauważyłam zmarszczkę, która pojawiała się u ludzi kiedy
złościli się i chcieli okazać swoje niezadowolenie – Elen,
znalazłaś tą książkę?
-N-nie... - zaskoczył mnie.
-Dobra, do zobaczenia we wrześniu – rzucił Potter,
Malfoy kiwnął głową, i wraz ze swoją dziewczyną ruszył w głąb
pomieszczenia. Blondyn chwycił mnie za dłoń i pociągnął wśród
regały.
W ostatniej chwili ponownie zerknęłam w stronę
wyjścia. Teraz jestem pewna, że to jego ojciec. Po chwili Draco
zatrzymał się i rozejrzał. Puścił mnie, odszedł kawałek. Na
jego twarzy malowała się złość, co chwile zaciskał pięści.
Obserwowałam go dłuższą chwilę, kiedy zapytałam:
-Draco, mógłbyś powiedzieć o sobie coś
więcej?
-A co chcesz wiedzieć? - jego twarz złagodniała.
-Jakie są twoje relacje z rodzicami?
Znieruchomiał. Patrzył na mnie, ale nic nie mówił.
Chciałam już powiedzieć, żeby nie odpowiadał, ale zaczął:
-Ostatnio negatywne, ale tylko z ojcem. - nie
oczekiwałam, że powie coś więcej – Matka zawsze o mnie dba, a
ojciec tylko wpaja swoje nauki...
-Nauki czystości krwi... – wyszeptałam i spojrzałam
na Draco. Jego ramiona lekko opadły, patrzył na mnie jakbym czytała
wprost z jego myśli.
-Ale nadchodzi moment, kiedy przekonania zmieniają
się... Moja matka jest podporządkowana ojcu, zastanawiam się
dlaczego... Ojciec jest wierny swoim przekonaniom... Sam nie jestem
pewny dlaczego, ale odszedłem z domu... Mam wrażenie, że dopiero
teraz zaczynam być sobą i nikogo nie udaje...
-A czy pomyślałeś, – powoli podeszłam bliżej
niego – że powodem tego może być... Np. bycie otwartym?
Przestanie tłumienia wszystkiego w sobie?
Uśmiechnął się, chwilę później pocałował
mnie. Byłam zaskoczona, bo nie spodziewałam się, że może być
delikatny... Składał łagodne pocałunki na moich ustach.
-Jak chcecie się miziać to wynocha z księgarni –
zza regału wyłoniła się sprzedawczyni, a ja wraz z Draco
ruszyliśmy biegiem w stronę wyjścia.
Wybiegliśmy na chodnik, prawie wpadłam na jakiegoś
czarodzieja. Roześmiana okręciłam się wkoło, tuż za mną był
blondyn. Raptem chwycił mnie w pasie i okręcił się wokół
swojej osi. Śmieliśmy się razem, kiedy przestałam, przyglądałam
się Draconowi. Lekko uśmiechając się, patrzyłam jak śmieją się
jego oczy oraz usta... Czułam satysfakcje, że coś się zmieniło...
Zmieniło się we mnie...
-Draco, - usłyszałam za sobą męski głos, dziwne
dreszcze przebiegły po moim ciele – w końcu doczekałem się...
Martwiłem się, że coś sobie zrobisz... - odwróciłam się
i popatrzyłam na ojca blondyna. Ich kolor włosów był bardzo
podobny, podobnie jak jasna karnacja. Gdybym zobaczyła ich dziś po
raz pierwszy, powiedziałabym bez wahania Jaki ojciec, taki syn,
ale to byłoby kłamstwem. Można było ich odróżnić po
oczach i różnicach w postawie. Draco stanął tuż przede mną
i rzucił:
-Nie licz, że wrócę do domu.
-Już nie chodzi o to... - spojrzał na mnie i dodał
patrząc na syna – Chyba nie masz świadomości kogo znasz...
-Przestań, - obaj mieli twarze pozbawione jakichkolwiek
uczuć – nie jestem jak ty...
-Widzę właśnie, bo popełniasz błędy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz