Parna noc... Na horyzoncie widać zbliżającą się burzę... Trzasnęły drzwi... Mnóstwo kroków przebiegło echem po całym budynku... Ucichło... Ciemny korytarz częściowo pojaśniał od gasnącej świecy... Nie wiadomo skąd zawiał lodowaty wiatr i zniknął ogień... Skrzypnęły drzwi... Po chwili nad sofą można było zauważyć rubinowe oczy... Ciemność zasłaniała ciało, świeciły się tylko oczy... Powoli zbliżyły się one do ciała leżącego na podłodze we krwi... Blondyn słabo oddychał, wpatrując się w rubinowe oczy...
-Elen... - wyszeptał ostatni raz łapiąc oddech...
Od dłuższego czasu chodzę po ulicach Paryża i zaczyna mnie to nudzić. Niby jest lato, niby ładna pogoda, ale i tak wszystko tutaj jest nudne... W końcu ten zwykły świat nie może równać się temu magicznemu. Już tyle czasu tu jestem a nie spotkałem żadnego innego czarodzieja niż właściciela hotelu, w którym zatrzymałem się, a przebywanie wśród mugoli źle na mnie wpływa. Nie rozumiem jak oni mogą tak bez celu chodzić z miejsca na miejsce, na dodatek są do siebie tak bardzo podobni, jeden do drugiego. Ci zwykli ludzie wierzą w magię będąc dzieckiem, a później jest dla nich jak bajka...
-Elen... - wyszeptał ostatni raz łapiąc oddech...
~*~
Od dłuższego czasu chodzę po ulicach Paryża i zaczyna mnie to nudzić. Niby jest lato, niby ładna pogoda, ale i tak wszystko tutaj jest nudne... W końcu ten zwykły świat nie może równać się temu magicznemu. Już tyle czasu tu jestem a nie spotkałem żadnego innego czarodzieja niż właściciela hotelu, w którym zatrzymałem się, a przebywanie wśród mugoli źle na mnie wpływa. Nie rozumiem jak oni mogą tak bez celu chodzić z miejsca na miejsce, na dodatek są do siebie tak bardzo podobni, jeden do drugiego. Ci zwykli ludzie wierzą w magię będąc dzieckiem, a później jest dla nich jak bajka...
Zatrzymałem się przy wieży Eiffela, rozpoznawalny
symbol Paryża. Też nie wiem co ci ludzie widzą w tej żelaznej
konstrukcji. Kilka prostych zaklęć i już zniknęłaby stąd.
Ciekawe jak bardzo Hogwart się zmieni? Czy nadal będzie podział na
Domy? Czy w ogóle opłaca mi się powrót do szkoły
pełnej szlam i zdrajców? Chociaż został ostatni rok i jakoś
mógłbym to wytrzymać... Moją uwagę przyciągnęła
brunetka idąca kilka metrów przede mną. Teraz otaczający
mugole nie irytowali mnie aż tak, a nudny krajobraz stał się jakby
innym tłem, z którego wyróżniała się postać
brunetki.
Była to niewysoka dziewczyna o długich i falowanych
włosach, które delikatnie unosiły się w rytm kroków
dziewczyny. Szła pewnie, była szczupła. Kiedy mijała ludzi, oni
odwracali się za nią, zatrzymywali się a niektórzy nawet
wołali do niej po francusku. Przecież to zwykła dziewczyna, a
zainteresowałem się nią. Naprawdę jest coś nie tak ze mną.
Chociaż chcę odejść stąd, udać się w inne miejsce, to nadal
nie mogę oderwać od niej wzroku... Właśnie miałam wrażenie
jakby spojrzała wprost na mnie i uśmiechnęła się... Zatrzymała
się przy jakiejś parzę i chwilę rozmawiali, blondynka rozejrzała
się. Nie mogłem na początku uwierzyć, ale to była Fleur, ta co
poślubiła Weasley'a. Okazało się, że obok niej i brunetki stoi
właśnie Weasley. Poczułem zniesmaczenie i odwróciłem się
na pięcie. Ruszyłem przed siebie ze świadomością, że
dziewczyna, która przyciągnęła moją uwagę, jest związana
ze światem magii, ale to że zna Weasley'a to nie bardzo...
Wieczór. Właśnie wziąłem zimny prysznic i
ubieram się, zapinam guziki koszuli pozostawiając dwa odpięte przy
szyi. Narzuciłem na siebie marynarkę i poprawiłem biały
kołnierzyk. Zaproszenie od właściciela hotelu na bankiet nie jest
takie złe, zwłaszcza że mają być tam sami ludzi związani z
magią. Jestem spakowany na jutrzejszy powrót do domu, różdżkę
mam przy sobie... To mogę iść. Musiałem przejść korytarz
oświetlony żelaznymi lampami i dotarłem do schodów.
Schodząc po nich widziałem ludzi wchodzących do sali bankietowej.
Kiedy wszedłem do niej, od razu dostałem lampkę czerwonego wina do
ręki. Spróbowałem wina i zacząłem rozglądać się po
sali. Było to przestronne pomieszczenie, dość wysokie. Ściany
były śnieżnobiałe, na marmurowych kolumnach wisiały szkarłatne
tkaniny. Zatrzymałem się przy oknie i kończyłem pić lampkę
wina, kiedy moim oczom ukazała się brunetka w szkarłatnej
sukience. Czarodzieje okazywali jej swoje zainteresowani, kilku
młodych nawet zagadało do niej, jednak ona zignorowała ich.
Odnoszono się do niej z szacunkiem, więc z całą pewnością nie
jest z byle jakiej rodziny czarodziejów... Dziewczyny, które
dotychczas były w centrum zainteresowania, stały się obojętne dla
mężczyzn. Z zazdrością patrzyły na brunetkę. Ona spojrzała w
moją stronę, a wtedy mnie olśniło. Była to brunetka, którą
zauważyłem przy wieży Eiffela. Odstawiłem pusty kieliszek na stół
i wziąłem dwie lampki wina. Ruszyłem w jej stronę, zdaje mi się,
że właśnie mnie obserwuje. Zatrzymałem się przy niej i od razu
spojrzałem w jej oczy... Miała zielone tęczówki z
jasnobrązowymi odbarwieniami... Magnetyczne spojrzenie... Podałem
jej kieliszek, biorąc ode mnie szkło delikatnie musnęła dłonią
moją rękę. Poczułem, że jest niezwykła.
-Jestem Draco Malfoy – zacząłem i lekko wyciągnąłem
do niej prawą dłoń. Lekko uśmiechnęła się i położyła swoją
dłoń na mojej i melodyjny głos, z płynnym angielskim rozbrzmiał.
-Miło mi... Elen Scarlet. - delikatnie musnęłam
ustami jej dłoń, której skóra była miękka i
pachniała liliami. Wyprostowałem się i puściłem jej dłoń.
Odeszliśmy na bok i chwilę rozmawialiśmy. Następnie kilka razy
zatańczyliśmy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz