Ojciec Malfoy'a patrzył na mnie od dłuższego
czasu. Draco spojrzał na mnie zdziwiony i ponownie spojrzał na
ojca. W tym momencie on chwycił syna za ramię i zaczął prowadzić
przy sobie. Ruszyłam za nimi, szli dość szybko. Draco nie
protestował, skręcili w boczną uliczkę. Zawahałam się iść
dalej. Ulica była chłodna, ciasna i zapuszczona. Było tam mało
czarodziejów...
Malfoy'owie byli dobrze widoczni, chłopak obejrzał się
i zaczął kręcić głową. Ruszyłam szybkim marszem, on zaczął
jeszcze bardziej kręcić głową. Weszli do jakiegoś sklepu,
wbiegłam za nimi. Ojciec chłopaka spojrzał na mnie, syna puścił
i ten od razu podszedł do mnie:
-Elen, miałaś nie iść tu – był zły, więc
odparłam szeptem:
-Daj spokój. Mam złe przeczucie...
Zjawił się właściciel sklepu, nie zdążył odezwać
się, kiedy jasnowłosy mężczyzna rzucił:
-My tylko na chwilkę... Na ulicach nie da się
rozmawiać – obrócił plakietkę na drzwiach, by na ulicy
widniał napis ZAMKNIĘTE i okna zostały zasłonięte.
Podszedł w naszą stronę, a właściciel zniknął za drzwiami,
którymi trzasnął.
Rozejrzałam się po sklepie. Był ponury, pełen dziwacznych rzeczy. Dziwny chłód otaczał to miejsce. Z
pewnością ta ulica jest głównie czarnym rynkiem, który
i tak jest tolerowany przez Ministerstwo... Kilka rzeczy wygląda, że
jest związane z czarną magią...
Draco obserwował ojca, a on powoli spacerował po
pomieszczeniu. Chwilę przyglądał się głowie węża, którą
miał na końcu laski. Zatrzymał się i spojrzał na syna:
-Naprawdę wolisz iść do Hogwartu?
-Skoro zacząłem tam naukę, to i tam skończę...
-Wiesz jak bardzo zależy nam, twojej matce i mi,
abyś...
-Nie jestem już dzieckiem. - przerwał, był gotowy
wyciągnąć różdżkę.
-Nie dałeś mi dokończyć.
-Nie obchodzi mnie co chcesz mi powiedzieć. Mam dość
twoich chorych ideologii... Chcę zapomnieć o wszystkim co
dotychczas mnie spotkało.
Jego ojciec milczał, był wściekły. Jego dłoń lekko
drgnęła, Draco od razu wyciągnął różdżkę. Raczej nie
chciałabym być świadkiem ich pojedynku...
-Chcesz popełnić kolejny błąd? - zaczął mężczyzna
i patrząc na mnie zaczął mówić – Ile wiesz o niej?
Pewnie nic... - czułam zdenerwowanie, zwrócił się do mnie –
Czujesz niepewność, nie wiesz jaką ilość informacji mam o
tobie... - ja i Draco spojrzeliśmy na siebie. Rozbłysło czerwone
światło. Odrzuciło chłopaka do tyłu. Byłam zaskoczona,
spojrzałam na mężczyznę a potem znowu na Dracona. Blondyn został
poddany zaklęciu Niewybaczalnemu. Wyciągnęłam swoją różdżkę:
-Nie mieszaj się... Może być gorzej, dla niego –
przestał torturować syna.
-Jak można traktować tak własnego syna – zrobiłam
krok w stronę chłopaka.
-Nie podchodź do niego. - rzucił jego ojciec. Patrząc
na mężczyznę podeszłam do Draco i podałam mu rękę, oddychał
dość szybko. Zauważyliśmy, że jego rana na przedramieniu zaczęła
krwawić. Zdziwiony popatrzył na mnie, a ja odwróciłam się
w stronę pana Malfoy'a. Nie pozwalałam by Draco wyszedł przede
mnie:
-Bez jakiegokolwiek wahania, rzuca pan zaklęcia czarnej
magii na własnego syna...
-Cóż... Ale musisz przyznać, że potrafiłabyś
zrobić to samo.
-Ma pan rację, ale nie do końca. – Draco chwycił
mnie za ramię, ale nie reagowałam – Potrafiłabym użyć tego
zaklęcia, nawet i innych, ale nie przeciwko moich bliskich...
-Jak nie działają słowa...
-Nie ma to znaczenia! - przerwałam mu – Jest pan
maniakiem swoich idei. Jeśli ktoś nie popiera ich, chce pan po
prostu wpoić je siłą. To zachowanie, chłód... Bez
wątpienia był pan sługą...
Ponownie rozbłysło czerwone światło, ale równie
szybko zniknęło. Poczułam jak Draco puścił mnie, lekko
uśmiechnęłam się widząc zdumienie na twarzy jego ojca.
Po tym zajściu, ja i Draco staliśmy się sobie
bardziej bliscy...
Stacja King's Cross... Ostatnie trzy minuty do
jedenastej... Biegnę tuż za Malfoy'em... Cieszę się, że nie
muszę teraz martwić się o swoją walizkę, rzucenie zaklęcia na
niewielką torebkę było dobrym rozwiązaniem... Wbiegliśmy na
peron 9 i ¾... W ostatniej chwili... Rozległ się gwizd i
bucha pierwsza para... Wskoczyłam do wagonu, a Draco za mną
pytając:
-Dlaczego obudziłaś mnie tak późno?
-Ej, no przestań się czepiać. - zaczęłam śmiać
się, peron został całkiem zasłonięty przez parę i pociąg już
ruszył – Zdążyłeś przygotować się, - szliśmy korytarzem
wagonu – no i zdążyliśmy na pociąg...
-W ostatniej chwili – wtrącił łobuzersko
uśmiechając się, mówiłam dalej:
-Tak właściwie, to nie lubię budzić innych jak śpią.
No wiesz, każdy wygląda niewinnie jak śpi...
Kilku uczniów biegło korytarzem. By ustąpić im
miejsca oparłam się o ścianę, Draco stanął tuż przede mną,
bardzo blisko. Uczniowie przebiegli obok nas, a on nie ruszył się z
miejsca. Polubiłam zapach jego perfum, zazwyczaj był one o zapachu
oceanu z trawą cytrynową i nutą pieprzu... Patrzyliśmy sobie w
oczy... Jego srebrzystobłękitne oczy były częstym celem dla moje
wzroku, chociażby na kilka sekund... Jednak przy dłuższym
kontakcie wzrokowym czułam wypieki na policzkach...
Draco pochylił się w moją stronę, jego twarz była
co raz bliżej mojej... Uśmiechnęłam się do niego, a następnie
zwinnie przeszłam po jego lewej stronie... Spojrzał na mnie, kąciki
ust miał delikatnie uniesione... Szłam do tyłu i wpadłam na
kogoś, szybko odwróciłam się i odgarnęłam włosy do tyłu:
-Przepraszam – rzuciłam patrząc w brązowe oczy
stojącego przede mną chłopaka.
-Nic się nie stało – odparł i uśmiechnął się, a
stojąca obok niego dziewczyna zawołała idąc dalej i szturchnęła
mnie w ramię.
-Draco! - obejrzałam się za nią – Dlaczego nie
odzywałeś się?
-Pansy daj mu spokój. – zawołał ciemnoskóry,
spojrzałam ponownie na niego.
-O co ci znowu chodzi? - odparła z nutą ironii.
-Jestem Blaise – odezwał się do mnie znowu
uśmiechając się, a ja rzuciłam tylko moje imię. Czarnowłosa
dziewczyna i Draco podeszli do nas. Ona zignorowała mnie całkowicie,
natomiast blondyn i czarnowłosy spojrzeli na mnie, a potem na siebie
nawzajem. Pansy pociągnęła blondyna dalej korytarzem:
-Ledwo co zdążyłeś na pociąg... Myślałam, że już
ciebie nie będzie... - blondyn nic nie mówił, szedł
prowadzony przez dziewczynę i ciągle spoglądał w moją stronę...
-Dołączyłaś do Slytherinu? - z zamyślenia wyrwał
mnie głos brązowookiego, uśmiechnęłam się do niego i
odpowiedziałam:
-Zgadza się, jak tylko dostałam list od pani dyrektor
musiałam wybrać Dom... Nie chciałam zostać przydzielona przez
Tiarę...
-A dlaczego przeniosłaś się do Anglii?
-Cóż... - nie miałam odpowiedzi na to pytanie,
kiedy usłyszałam pytanie Pansy.
-Kto z dziewczyn jest Prefektem naszego Domu?
-Ooo... Nie dostałaś odznaki? - dociął jej mój
nowy towarzysz.
-Chyba bym o to nie pytała, gdybym ją miała –
odparła z ironią, a ja i Blaise zaśmieliśmy się, dziewczyna
spiorunowała mnie wzrokiem.
Było już popołudnie. W przedziale była duża
liczba dziewczyn, oczywiście siedziały one wokół Malfoya.
Naprzeciwko tej gromady siedziałam ja z Blaisem. Pansy
siedziała tuż przy Draco i tuliła się do jego ramienia. Śmieszyło
mnie to, tym bardziej że blondyn nie do końca słuchał co mówiły
te dziewczyny. Sytuacja zaczęła być co raz to nudniejsza, więc
Zabini zaczął półgłosem:
-Raptem w trzeciej klasie Draco zyskał tyle fanek.
-Pewnie Pansy była pierwszą z nich...
-Tak, ale niczego więcej nie osiągnęła. Spójrz...
– spojrzałam na grupkę dziewczyn i Dracona, a ciemnoskóry
dodał wysokim półgłosem – Draco, jak minęły ci
wakacje? Draco, znowu jesteś Prefektem? Draco, jesteś taki super...
Draco... Draco... - chłopak zaczął się śmiać, a ja razem z
nim.
-W miarę... Znowu... Yhym... - zaczęłam
odpowiadać niższym głosem na pytania Blaise'a.
-O! A może chcesz coś z bufetu?... Może jesteś
zmęczony i chcesz się położyć? ...
-Pewnie... Z chęcią... - oboje tak się
śmieliśmy, że aż dziewczyny zwróciły na to uwagę.
Blondyn wstał i zwrócił się w moją stronę.
-Musimy pogadać – zdziwiona patrzyłam jak podszedł
do drzwi i otworzył je, a następnie wskazał głową żeby wstała.
Miałam z tego odrobinę satysfakcji i wyszłam z przedziału, a za
mną Draco.
Szliśmy przez korytarz, a on milczał. Zaczęło
mnie to irytować, ale w końcu odezwał się patrząc przed siebie:
-Co powiesz bym cię oprowadził po Hogwarcie
dzisiejszej nocy?
-Dlaczego nie...
-Tylko żaden nauczyciel i woźny nie mogą nas
złapać...
-Już pierwszego dnia mam łamać zasady? - zaśmiałam
się, minęliśmy ostatni przedział wagonu i korytarz był szerszy.
Nagle przywarłam do ściany, Draco zbliżył się w moją stronę.
Patrzył mi prosto w oczy i zapytał.
-Nie ufasz mi? - nie zrozumiałam o co mu chodzi i
zmarszczyłam brwi – Dlaczego tak nagle odskakujesz, kiedy zbliżam
się zbytnio do ciebie? - o półkroku odeszłam od ściany.
-Lepiej? - obserwował mnie w milczeniu. Nagle pociąg
zahamował i chwyciłam chłopaka za koszulkę na jego prawym boku.
Blondyn nie zareagował na moją reakcje, tylko spojrzał na drzwi,
które były obok nas. Pewnie prowadziły one na zewnątrz, a
kolejne drzwi prowadziły do następnego wagonu. Ciągle trzymałam
go za koszulę.
-Dziwne... Tylko raz pociąg zatrzymał się w drodze do
szkoły...
Spojrzałam na drzwi i w tym momencie zauważyliśmy, że
ktoś naciska na klamkę i powoli rozsuwa drzwi. Usłyszeliśmy
rozmowę:
-Pewnie uczniowie będą zaniepokojeni... - był to
męski głos, głęboki – W końcu pociąg nie ma zwyczaju
zatrzymywania się w czasie podróży.
-Ale jesteśmy tu dla ich bezpieczeństwa – ten głos
rozpoznałam od pierwszego słowa. Spojrzałam na blondyna i
wyszeptałam:
-Twój ojciec?. - nic nie odparł tylko chwycił
mnie za prawy łokieć i lewe ramię. Drzwi otworzyły się do końca
i rozmowa ucichła. Spojrzałam w stronę drzwi, stało tam czterech
mężczyzn i jedna kobieta.
-Elen, wszystko w porządku? - zapytał Draco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz