poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział czwarty: Ekspres Hogwart

   Ojciec Malfoy'a patrzył na mnie od dłuższego czasu. Draco spojrzał na mnie zdziwiony i ponownie spojrzał na ojca. W tym momencie on chwycił syna za ramię i zaczął prowadzić przy sobie. Ruszyłam za nimi, szli dość szybko. Draco nie protestował, skręcili w boczną uliczkę. Zawahałam się iść dalej. Ulica była chłodna, ciasna i zapuszczona. Było tam mało czarodziejów...
   Malfoy'owie byli dobrze widoczni, chłopak obejrzał się i zaczął kręcić głową. Ruszyłam szybkim marszem, on zaczął jeszcze bardziej kręcić głową. Weszli do jakiegoś sklepu, wbiegłam za nimi. Ojciec chłopaka spojrzał na mnie, syna puścił i ten od razu podszedł do mnie:
-Elen, miałaś nie iść tu – był zły, więc odparłam szeptem:
-Daj spokój. Mam złe przeczucie...
Zjawił się właściciel sklepu, nie zdążył odezwać się, kiedy jasnowłosy mężczyzna rzucił:
-My tylko na chwilkę... Na ulicach nie da się rozmawiać – obrócił plakietkę na drzwiach, by na ulicy widniał napis ZAMKNIĘTE i okna zostały zasłonięte. Podszedł w naszą stronę, a właściciel zniknął za drzwiami, którymi trzasnął.
   Rozejrzałam się po sklepie. Był ponury, pełen dziwacznych rzeczy. Dziwny chłód otaczał to miejsce. Z pewnością ta ulica jest głównie czarnym rynkiem, który i tak jest tolerowany przez Ministerstwo... Kilka rzeczy wygląda, że jest związane z czarną magią...
Draco obserwował ojca, a on powoli spacerował po pomieszczeniu. Chwilę przyglądał się głowie węża, którą miał na końcu laski. Zatrzymał się i spojrzał na syna:
-Naprawdę wolisz iść do Hogwartu?
-Skoro zacząłem tam naukę, to i tam skończę...
-Wiesz jak bardzo zależy nam, twojej matce i mi, abyś...
-Nie jestem już dzieckiem. - przerwał, był gotowy wyciągnąć różdżkę.
-Nie dałeś mi dokończyć.
-Nie obchodzi mnie co chcesz mi powiedzieć. Mam dość twoich chorych ideologii... Chcę zapomnieć o wszystkim co dotychczas mnie spotkało.
Jego ojciec milczał, był wściekły. Jego dłoń lekko drgnęła, Draco od razu wyciągnął różdżkę. Raczej nie chciałabym być świadkiem ich pojedynku...
-Chcesz popełnić kolejny błąd? - zaczął mężczyzna i patrząc na mnie zaczął mówić – Ile wiesz o niej? Pewnie nic... - czułam zdenerwowanie, zwrócił się do mnie – Czujesz niepewność, nie wiesz jaką ilość informacji mam o tobie... - ja i Draco spojrzeliśmy na siebie. Rozbłysło czerwone światło. Odrzuciło chłopaka do tyłu. Byłam zaskoczona, spojrzałam na mężczyznę a potem znowu na Dracona. Blondyn został poddany zaklęciu Niewybaczalnemu. Wyciągnęłam swoją różdżkę:
-Nie mieszaj się... Może być gorzej, dla niego – przestał torturować syna.
-Jak można traktować tak własnego syna – zrobiłam krok w stronę chłopaka.
-Nie podchodź do niego. - rzucił jego ojciec. Patrząc na mężczyznę podeszłam do Draco i podałam mu rękę, oddychał dość szybko. Zauważyliśmy, że jego rana na przedramieniu zaczęła krwawić. Zdziwiony popatrzył na mnie, a ja odwróciłam się w stronę pana Malfoy'a. Nie pozwalałam by Draco wyszedł przede mnie:
-Bez jakiegokolwiek wahania, rzuca pan zaklęcia czarnej magii na własnego syna...
-Cóż... Ale musisz przyznać, że potrafiłabyś zrobić to samo.
-Ma pan rację, ale nie do końca. – Draco chwycił mnie za ramię, ale nie reagowałam – Potrafiłabym użyć tego zaklęcia, nawet i innych, ale nie przeciwko moich bliskich...
-Jak nie działają słowa...
-Nie ma to znaczenia! - przerwałam mu – Jest pan maniakiem swoich idei. Jeśli ktoś nie popiera ich, chce pan po prostu wpoić je siłą. To zachowanie, chłód... Bez wątpienia był pan sługą...
Ponownie rozbłysło czerwone światło, ale równie szybko zniknęło. Poczułam jak Draco puścił mnie, lekko uśmiechnęłam się widząc zdumienie na twarzy jego ojca.
   Po tym zajściu, ja i Draco staliśmy się sobie bardziej bliscy...

   Stacja King's Cross... Ostatnie trzy minuty do jedenastej... Biegnę tuż za Malfoy'em... Cieszę się, że nie muszę teraz martwić się o swoją walizkę, rzucenie zaklęcia na niewielką torebkę było dobrym rozwiązaniem... Wbiegliśmy na peron 9 i ¾... W ostatniej chwili... Rozległ się gwizd i bucha pierwsza para... Wskoczyłam do wagonu, a Draco za mną pytając:
-Dlaczego obudziłaś mnie tak późno?
-Ej, no przestań się czepiać. - zaczęłam śmiać się, peron został całkiem zasłonięty przez parę i pociąg już ruszył – Zdążyłeś przygotować się, - szliśmy korytarzem wagonu – no i zdążyliśmy na pociąg...
-W ostatniej chwili – wtrącił łobuzersko uśmiechając się, mówiłam dalej:
-Tak właściwie, to nie lubię budzić innych jak śpią. No wiesz, każdy wygląda niewinnie jak śpi...
Kilku uczniów biegło korytarzem. By ustąpić im miejsca oparłam się o ścianę, Draco stanął tuż przede mną, bardzo blisko. Uczniowie przebiegli obok nas, a on nie ruszył się z miejsca. Polubiłam zapach jego perfum, zazwyczaj był one o zapachu oceanu z trawą cytrynową i nutą pieprzu... Patrzyliśmy sobie w oczy... Jego srebrzystobłękitne oczy były częstym celem dla moje wzroku, chociażby na kilka sekund... Jednak przy dłuższym kontakcie wzrokowym czułam wypieki na policzkach...
   Draco pochylił się w moją stronę, jego twarz była co raz bliżej mojej... Uśmiechnęłam się do niego, a następnie zwinnie przeszłam po jego lewej stronie... Spojrzał na mnie, kąciki ust miał delikatnie uniesione... Szłam do tyłu i wpadłam na kogoś, szybko odwróciłam się i odgarnęłam włosy do tyłu:
-Przepraszam – rzuciłam patrząc w brązowe oczy stojącego przede mną chłopaka.
-Nic się nie stało – odparł i uśmiechnął się, a stojąca obok niego dziewczyna zawołała idąc dalej i szturchnęła mnie w ramię.
-Draco! - obejrzałam się za nią – Dlaczego nie odzywałeś się?
-Pansy daj mu spokój. – zawołał ciemnoskóry, spojrzałam ponownie na niego.
-O co ci znowu chodzi? - odparła z nutą ironii.
-Jestem Blaise – odezwał się do mnie znowu uśmiechając się, a ja rzuciłam tylko moje imię. Czarnowłosa dziewczyna i Draco podeszli do nas. Ona zignorowała mnie całkowicie, natomiast blondyn i czarnowłosy spojrzeli na mnie, a potem na siebie nawzajem. Pansy pociągnęła blondyna dalej korytarzem:
-Ledwo co zdążyłeś na pociąg... Myślałam, że już ciebie nie będzie... - blondyn nic nie mówił, szedł prowadzony przez dziewczynę i ciągle spoglądał w moją stronę...
-Dołączyłaś do Slytherinu? - z zamyślenia wyrwał mnie głos brązowookiego, uśmiechnęłam się do niego i odpowiedziałam:
-Zgadza się, jak tylko dostałam list od pani dyrektor musiałam wybrać Dom... Nie chciałam zostać przydzielona przez Tiarę...
-A dlaczego przeniosłaś się do Anglii?
-Cóż... - nie miałam odpowiedzi na to pytanie, kiedy usłyszałam pytanie Pansy.
-Kto z dziewczyn jest Prefektem naszego Domu?
-Ooo... Nie dostałaś odznaki? - dociął jej mój nowy towarzysz.
-Chyba bym o to nie pytała, gdybym ją miała – odparła z ironią, a ja i Blaise zaśmieliśmy się, dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem.
   Było już popołudnie. W przedziale była duża liczba dziewczyn, oczywiście siedziały one wokół Malfoya. Naprzeciwko tej gromady siedziałam ja z Blaisem. Pansy siedziała tuż przy Draco i tuliła się do jego ramienia. Śmieszyło mnie to, tym bardziej że blondyn nie do końca słuchał co mówiły te dziewczyny. Sytuacja zaczęła być co raz to nudniejsza, więc Zabini zaczął półgłosem:
-Raptem w trzeciej klasie Draco zyskał tyle fanek.
-Pewnie Pansy była pierwszą z nich...
-Tak, ale niczego więcej nie osiągnęła. Spójrz... – spojrzałam na grupkę dziewczyn i Dracona, a ciemnoskóry dodał wysokim półgłosem – Draco, jak minęły ci wakacje? Draco, znowu jesteś Prefektem? Draco, jesteś taki super... Draco... Draco... - chłopak zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
-W miarę... Znowu... Yhym... - zaczęłam odpowiadać niższym głosem na pytania Blaise'a.
-O! A może chcesz coś z bufetu?... Może jesteś zmęczony i chcesz się położyć? ...
-Pewnie... Z chęcią... - oboje tak się śmieliśmy, że aż dziewczyny zwróciły na to uwagę. Blondyn wstał i zwrócił się w moją stronę.
-Musimy pogadać – zdziwiona patrzyłam jak podszedł do drzwi i otworzył je, a następnie wskazał głową żeby wstała. Miałam z tego odrobinę satysfakcji i wyszłam z przedziału, a za mną Draco.
   Szliśmy przez korytarz, a on milczał. Zaczęło mnie to irytować, ale w końcu odezwał się patrząc przed siebie:
-Co powiesz bym cię oprowadził po Hogwarcie dzisiejszej nocy?
-Dlaczego nie...
-Tylko żaden nauczyciel i woźny nie mogą nas złapać...
-Już pierwszego dnia mam łamać zasady? - zaśmiałam się, minęliśmy ostatni przedział wagonu i korytarz był szerszy. Nagle przywarłam do ściany, Draco zbliżył się w moją stronę. Patrzył mi prosto w oczy i zapytał.
-Nie ufasz mi? - nie zrozumiałam o co mu chodzi i zmarszczyłam brwi – Dlaczego tak nagle odskakujesz, kiedy zbliżam się zbytnio do ciebie? - o półkroku odeszłam od ściany.
-Lepiej? - obserwował mnie w milczeniu. Nagle pociąg zahamował i chwyciłam chłopaka za koszulkę na jego prawym boku. Blondyn nie zareagował na moją reakcje, tylko spojrzał na drzwi, które były obok nas. Pewnie prowadziły one na zewnątrz, a kolejne drzwi prowadziły do następnego wagonu. Ciągle trzymałam go za koszulę.
-Dziwne... Tylko raz pociąg zatrzymał się w drodze do szkoły...
Spojrzałam na drzwi i w tym momencie zauważyliśmy, że ktoś naciska na klamkę i powoli rozsuwa drzwi. Usłyszeliśmy rozmowę:
-Pewnie uczniowie będą zaniepokojeni... - był to męski głos, głęboki – W końcu pociąg nie ma zwyczaju zatrzymywania się w czasie podróży.
-Ale jesteśmy tu dla ich bezpieczeństwa – ten głos rozpoznałam od pierwszego słowa. Spojrzałam na blondyna i wyszeptałam:
-Twój ojciec?. - nic nie odparł tylko chwycił mnie za prawy łokieć i lewe ramię. Drzwi otworzyły się do końca i rozmowa ucichła. Spojrzałam w stronę drzwi, stało tam czterech mężczyzn i jedna kobieta.

-Elen, wszystko w porządku? - zapytał Draco.